Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni jej służbie

Tak jak przez wieki polscy żołnierze byli wszędzie, gdzie rozgrywały się najważniejsze bitwy świata, tak teraz podążają ich historycznym szlakiem harcerze. Nie zabrakło ich także na niedawnych obchodach 60. rocznicy bitwy o Monte Cassino. Ponad 100 harcerzy z 17 chorągwi, w tym sochaczewska młodzież reprezentująca chorągiew mazowiecką, pełniło służbę wśród 1100 grobów polskich żołnierzy.

Zanim jednak doszło do głównych ceremonii 18 maja, należało wykonać szereg prac porządkowych, organizacyjnych. Dlatego nasi harcerze byli tam już dwa dni wcześniej. Na czym polegała ich praca, opowiada komendant sochaczewskiego hufca druh Krzysztof Wasilewski. – Naszym zadaniem było rozstawić 1300 krzeseł, tyle samo zniczy na grobach, na każdym z nich zatknąć biało czerwoną chorągiewkę. Nie muszę dodawać, że na cmentarzu musiał być nienaganny porządek – relacjonuje komendant.
Jak ocenili później organizatorzy uroczystości, harcerze wywiązali się z zadania wzorowo, lepiej niż w poprzednich latach robiły to wynajęte firmy włoskie.
– Mieliśmy wielkie szczęście ponownie spotkać się w Cassino z ostatnim prezydentem RP na Wychodźstwie Ryszardem Kaczorowskim – opowiada Krzysztof Wasilewski. – Pan Prezydent, jako honorowy przewodniczący obchodów , odwiedził cmentarz na dzień przed głównymi uroczystościami. Cieszył się, że spotkał przyjaciół z Sochaczewa, wiedział bowiem, że będziemy uczestniczyć w obchodach – dodaje K.Wasilewski. Komendantowi hufca udało się przekazać bezpośrednią relację z Monte Cassino 18 maja. Wysłuchali jej także radni obecni na sesji Rady Miejskiej w tym dniu. – Prezydent Kaczorowski przekazał pozdrowienia mieszkańcom oraz władzom Sochaczewa, mając w pamięci swój ubiegłoroczny pobyt w naszym mieście – mówił druh harcmistrz. – Mamy nadzieję, że odwiedzi Sochaczew we wrześniu, podczas obchodów 65. rocznicy bitwy nad Bzurą – dodaje.

Najważniejszy dzień
Wielkie wrażenie na harcerzach zrobiła kilkugodzinna ceremonia 18 maja. Krzysztof Wasilewski opowiada, że tego dnia byli na służbie od 7 rano. Ich zadaniem było bowiem zabezpieczenie medyczne a także kierowanie gości w odpowiednie sektory. Szczególną opieką mieli otoczyć kombatantów, zadbać o usadzenie ich w odpowiednim miejscu, dostarczać im wodę mineralną oraz pomagać w przypadku zasłabnięcia, czy choćby złego samopoczucia.
Warto przypomnieć, że na obchody przyjechało 600 kombatantów ze wszystkich stron świata. Najmłodsi mają teraz około 80 lat, najstarsi, którzy przyjechali, ponad 90. Krzysztof Wasilewski dodaje, że w Cassino panował niesamowity upał, w ciągu kilku godzin pobytu na cmentarzu niektórzy spalili skórę tak, że teraz schodzi całymi płatami. Trzeba więc było zadbać o najstarszych uczestników bitwy. Zresztą nie tylko oni odczuwali skutki majowego upału. Jak twierdzi druh komendant, pomocy trzeba było udzielać także żołnierzom z kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego.
Jeszcze przed główną ceremonią pojawiło się wiele delegacji i osób składających kwiaty. Była m.in. żona generała Andersa, którego grób znajduje się w centralnym punkcie cmentarza . – Tuż przed 10.00 przybył prezydent Aleksander Kwaśniewski z żoną w asyście ministra obrony narodowej i innych osobistości – relacjonuje Krzysztof Wasilewski. – Uroczystość rozpoczęła msza św., którą celebrował biskup polowy Leszek Sławoj Głódź. Później było podniosłe przemówienie prezydenta Kwaśniewskiego, a także reprezentanta kombatantów płk. Odrowąż Zawadzkiego , którego również znają sochaczewianie, bo odwiedzał nasze muzeum i bywał na harcerskich szlakach Bitwy nad Bzurą – dodaje komendant.
Na naszych harcerzach ogromne wrażenie zrobiła obecność byłych żołnierzy bitwy w oryginalnych mundurach. Niektórzy wystąpili w strojach galowych, ale byli też tacy, którzy na ceremonię włożyli swoje dawne polowe mundury. Przez 60 lat skrzętnie przechowywali ten dowód wielkiego męstwa i nierzadko wylanej krwi.
Krzysztof Wasilewski opowiada, że na niektórych mundurach można było zobaczyć ślady po odłamkach i odniesionych ranach. W wielu oczach pojawiały się łzy wzruszenia, powracały wspomnienia tych kilku krwawych majowych dni, zwłaszcza podczas apelu poległych, a potem spotkania kombatantów z władzami Polski i miasta Cassino.

Niespełniona audiencja
Polskim obchodom zwycięstwa pod Monte Cassino towarzyszyło wiele uroczystości dodatkowych w Cassino i okolicach. Jednym z najważniejszych wydarzeń był udział w audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie. Polskim harcerzom nie dane było jednak uczestniczyć w ceremonii. Powód? Prozaiczny, ale na tyle istotny, że zakończył się pobytem w szpitalu.
Wszystko zaczęło się od kolacji, na którą naszych harcerzy zaprosili włoscy skauci, u których zresztą nocowali. Podano tradycyjną pastę, a więc makaron z sosem pomidorowym i mięsem. Jak opowiadają harcerze, spotkanie, w niezwykle miłej atmosferze, przeciągnęło się do późnych godzin nocnych. Po wczesnej pobudce, o 5 rano, wszyscy wyruszyli autokarami do Rzymu. Kłopoty zaczęły się po drodze, kiedy to kolejni harcerze zaczęli zgłaszać problemy żołądkowe. Wyprawa zakończyła się niestety w szpitalu, gdzie pozostawiono na obserwacji 32 uczestników polskiej grupy. Niektórzy z nich mogli opuścić lecznicę dopiero następnego dnia. Krzysztof Wasilewski opowiada, że włoskie służby medyczne bardzo poważnie podeszły do sprawy, wszczęto procedurę sprawdzającą, a skauci stali się głównymi podejrzanymi o spowodowanie zbiorowego zatrucia.
– Całe to zamieszanie – mówi komendant Wasilewski – sprawiło, że nie mogliśmy uczestniczyć w spotkaniu z Ojcem Świętym. Mieliśmy tam do wykonania kolejne zadanie, a więc opiekę nad naszymi kombatantami. Oni martwili się o nas, zwłaszcza kiedy podano niesprawdzoną do końca informację, że polscy harcerze mieli poważny wypadek, my natomiast denerwowaliśmy się, że nie ma nas na uroczystości – kończy komendant.
Mimo wszystko sochaczewska grupa, w której znaleźli się oprócz Krzysztofa Wasilewskiego dh. Magda Malińska, Marta Jalowska, Michał Ilczuk, Michał Romańczuk i Wojtek Ptaszek, jest szczęśliwa z udziału w wyprawie na Monte Cassino. My zaś jesteśmy dumni, że nie zabrakło tam sochaczewskiego akcentu.

 

Jolanta Sosnowska